Spójrz, mistrzu,
na tę wielką armię Pandawów,
ustawioną w szyku przez twego roztropnego ucznia,
syna Drupady.
Nawyki dotyczą tego co nam sprzyja i tego co nam nie sprzyja.
Korzystając z narzędzi do introspekcji, nawet podstawowych – niekoniecznie zaraz medytacji – zaczynamy rozróżniać nawyki nas budujące i te które są destruktywne. Omijając rafy braku własnej odpowiedzialności za te nawyki (czyli nie szukając winnych „innych”) zaczynamy z czasem rozumieć, że praca jaka jest do wykonania jest wyłącznie w nas. Świat, czy raczej jego nasze doświadczenie, jest odbiciem tego jak reaktywne siły działają w nas, przyciągając i wiążąc poczuciem fałszywej identyfikacji z nimi, tj. określonymi myślami, emocjami i zachowaniami.
Nie bez powodu praktycy duchowi nazywają tą pracę nawet słowem walki. Bowiem na każde dwa kroki ku budowaniu oraz pogłębianiu pozytywnych nawyków odpowiadają dwa kroki tych negatywnych. Jakby siły „stron” rosną niczym w wyścigu zbrojeń. Stąd trzeba rozwijać wgląd duchowy.
Samo budowanie nawyków opartych o wyższą inteligencję cnót nie jest bowiem celem drogi duchowej. Nawyki destruktywne jakby zawężają pole widzenia, ich mocą jest skupienie uwagi na przeszłości, przyszłości, na podtrzymaniu przywiązania do materialnych potrzeb. Naprzeciw nich stają nawyki o innej naturze. Budujące przestrzeń do szerszego wglądu. Do kierowania się harmonią oraz otwieraniem jak i samostanowiącą się wolą.
Zamykanie i zawężanie na jakieś materialnej potrzebie sprzyja podtrzymaniu iluzji separacji. Otwieranie i wgląd istotę umysłu jest stopniowym rozpuszczaniem tychże iluzji. Jeśli jest w poszukiwaczu duchowym pasja zmierzenia się z tym to zmierzenie nastąpi. Jest ono naturalną konsekwencją ekspansji świadomości. To się pojawi. Szybko nie odejdzie. Rozwiązanie nie leży w nawykach.
